Blog > Komentarze do wpisu
Pozostałe lektury urlopowe
Urlop niestety dobiega końca, jak wszystko, co dobre (np. Polcon 2016 we Wrocławiu), czas zatem na podsumowanie nieopisanych do tej pory lektur.

Włodzimierz Nowak Niemiec. Wszystkie ucieczki Zygfryda to pozycja bardzo ciekawa i zdecydowanie godna uwagi - biografia Zygfryda Kapeli, pół-Polaka, pół-Niemca (po matce), któremu przyszło dorastać w trudnych (zwłaszcza dla kogoś z takim pochodzeniem i imieniem) powojennych polskich realiach. Zygfryd jest postacią nietuzinkową, o ile jednak w pierwszej części opowieści zdecydowanie łatwiej z nim empatyzować, to im dalej w historię, tym bardziej oczywiste staje się, że jest typowym cwaniaczkiem, koniunkturalistą, a do prawdy i jakichkolwiek wartości ma mocno swobodny stosunek, ujmując rzecz bardzo łagodnie. Ale nie trzeba go lubić (co ciekawe, nawet sam autor w pewnym momencie zdecydowanie przestaje i traci serce do opisywanej historii), by docenić złożoność i niezwykłość jego biografii, w której ucieczka (ostatecznie chyba nie dokądś, a po prostu przed nieładną prawdą o sobie) jest elementem kluczowym. Są fragmenty lepsze i gorsze, ale całość oceniam wysoko i zdecydowanie polecam, nie wchodząc w dalsze szczegóły, by nie psuć wam zabawy, jaką jest odkrywanie biografii bohatera, nierozerwalnie związanej z polską historią.

Joseph Delaney Zemsta czarownicy, czyli pierwszy tom cyklu fantasy kierowanego w teorii do czytelników 10+. W praktyce dostajemy dosyć dorosły horror. Trzynastoletni główny bohater, siódmy syn siódmego syna, stawiający pierwsze kroki w potrzebnym, lecz mało prestiżowym fachu stracharza, natyka się na rzeczy, które mnie nieźle przeraziły. A to: placki z krwi niemowląt, zazdrosnego górnika z pylicą zakopującego żonę żywcem w piwnicy, stado wisielców - widm na pobliskiej górce, krwiożercze czarownice porywające dzieci i niestroniące od opętania. Rzecz jasna, wszystko kończy się całkiem dobrze, ale jeśli otwarcie jest tak mroczne, to - będąc egzemplarzem wyjątkowo strachliwym - chyba podziękuję za dalszy ciąg. Niemniej, książka w swoim gatunku dobra: nastrojowa, wyrazista i znakomicie przetłumaczona przez Paulinę Braiter. No i czyta się błyskawicznie.

Jørn Lier Horst Poza sezonem - ponoć kolejne tomy (wydane wcześniej, ale późniejsze w cyklu) są lepsze, jednak co do tego jestem zdecydowanie na nie. Bohaterowie są przeraźliwie papierowi i kompletnie mnie nie obeszli, podobnie jak intryga, ostatecznie może i spójna, ale zrealizowana sztywno, niczym zadanie z kursu kreatywnego pisania. Być może to po części kwestia języka (czy to oryginału, czy tłumaczenia - nie sposób przesądzić, ale mimo wszystko skłaniam się ku pierwszej opcji) - suchego, ściśle celowego, sprawozdawczego i podporządkowanego raportowaniu akcji. Nastroju w każdym razie, mimo czynionych przez pisarza prób scenograficznych, nie stwierdzono. A potem zrobiło się jeszcze gorzej, bo autor wysłał bohaterów do Wilna, nie mając zielonego pojęcia o litewskich realiach, które opisał wprost tragicznie, stereotypowo i powinien się mocno zastanowić, zanim zdecydował się na coś podobnego bez solidnego researchu. Intryga częściowo wydumana, a częściowo przewidywalna. Jedna z najgorszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Odradzam dosyć stanowczo.

Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk Pies i klecha. Żertwa i inne historie - w związku ze skandalicznym opóźnieniem e-booka nowych Akt Dresdena znalazłam po dwóch latach czas dla ich polskiego odpowiednika, tj. zbioru opowiadań o księdzu i policjancie rozwiązujących nadprzyrodzone zagadki w czasach schyłkowego PRL. Mam sentyment do księdza Gila i porucznika Enki z czasów czytania dwóch niezłych powieści z ich udziałem, zatem miło było ponownie spędzić z nimi trochę czasu. Choć fabuły bywają przekombinowane (poziom poszczególnych tekstów jest bardzo zróżnicowany), a rozwiązania średnio wiarygodne, kreacje bohaterów i ogólny klimat wiele wynagradzają. No bo czy voodoo w krakowskim akademiku Żaczek nie brzmi dobrze? Na początek polecam jednak powieści. Choć opowiadania w ciekawy sposób pogłębiają portrety bohaterów.

Antti Toumainen Czarne jak moje serce to bardzo nastrojowy kryminał noir, dostarczający wszystko, czego można by oczekiwać po utworze tego gatunku. W tym także pewne przerysowanie sztandarowych motywów czy charakterów, niestety. Nie wiem też, czy to tłumaczka Edyta Jurkiewicz-Rohrbacher przeszarżowała z poetyckością języka, czy autor na taką drogę się zdecydował. Do pewnego momentu zabieg ów buduje klimat opowieści, jednak po przekroczeniu pewnego krytycznego stężenia zaczyna już tylko działać na nerwy. Niemniej, nie zmienia to faktu, że przeplatana retrospekcjami historia planowanej od wielu lat zemsty wciąga, a sama książka jest na swój sposób wyjątkowa i naprawdę niezła. Po prostu spodziewałam się czegoś więcej:)
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/08/22 14:33:43
Z Delaneya jednak już wyrosłam, co sprawdziłam jakiś czas temu naocznie. Ale Paulinę Braiter jako tłumaczkę bardzo cenię.
W ogóle widzę, że zwracasz bardzo uwagę na tłumaczenia - i słusznie! Twoje słowa dowodzą tylko, jak wiele zły przekład potrafi zepsuć, właściwie zniesmaczyć całą lekturę. W "Czarne jak moje serce" właśnie coś mi zgrzytało, nie byłam do końca pewna, czy położyć to na karb dziwnego stylu autora, czy jednak warsztatowych niedoróbek tłumaczki. Nie mnie jednej rzuciło się to w oczy, jak konstatuję.
Książkę o Zygfrydzie zaś od dawna mam na oku, teraz postanowiłam, że kupię.
Horsta czytałam tylko "Jaskiniowca", którego oceniłam dość dobrze, choć uderzające było w nim takie odarcie ze wszelkich smaczków, skupienie się wyłącznie na policyjnych procedurach. Określiłam to mianem "saute", języka już nie pamiętam, pozacierały mi się szczegóły. Coś jednak chyba mnie generalnie odrzuciło od tego cyklu, bo był to jedyny tom z tej serii, który przeczytałam. Może to i dobrze...
-
2016/08/22 17:27:25
Tuomainen bardzo mi się podobał. Przeczytałem również "Uzdrowiciela" czyli jego wcześniejszą powieść i bardzo możliwe, iż w "Czarne jak moje serce" przeszarżował trochę z poetyckością języka.
"Poza sezonem" Horsta miało swój klimat. Tylko te postaci.. Wisting mnie nie przekonuje, zagraniczna eskapada to niemal parodia. Jedyną obiecującą postacią zdaje się być córka komisarza. Horstowi dobrze wychodzą natomiast opisy przyrody..
-
2016/08/22 19:36:07
Język jest dla mnie bardzo ważny, dlatego zawsze pamiętam o tym, by docenić tłumacza, gdy na to zasługuje, a nie obwiniać go z kolei zbyt stanowczo za rzeczy, które mogą być konsekwencją działań autora, zwłaszcza jeśli nie mam możliwości skonfrontowania przekładu z oryginałem.
Horst mnie do siebie mocno zraził, nieprędko dam mu drugą szansę, o ile w ogóle.
A drugą powieść Tuomainen chętnie przeczytam, jeżeli tylko trafi mi się okazja.
-
2016/08/22 22:24:07
"Jaskiniowiec" Horsta skutecznie mnie zraził, ale z zainteresowaniem obserwuje blogosferą zachwyconą kolejnymi jego książkami. I jakoś tak do końca tym zachwytom nie wierzę...
-
2016/08/23 11:15:34
Np. mój tata jest jego fanem, więc najwyraźniej istnieje typ czytelnika, któremu takie pisanie odpowiada, a nawet więcej niż tylko odpowiada. Niemniej, teraz wiem już na pewno, że ja się do tego typu nie zaliczam:) Ostatnio miałam wyjątkowe szczęście do kryminałów (W obcej skórze i Sezon niewinnych), więc w końcu musiało się to jakoś wyrównać.
statystyka