Blog > Komentarze do wpisu
Wiedźmin Geralt wiecznie żywy
Sezon burz, pierwszą od czternastu lat nową przygodę Białego Wilka, zamknęłam wczoraj. Było lepiej, niż się spodziewałam. Bądźmy szczerzy - Żmii skończyć nie zdołałam, więc nie spodziewałam się zbyt wiele. Ale wiedźmin to jednak wiedźmin, więc - by być precyzyjną - nie oczekiwałam wiele, jak na wiedźmina. Sagę, trzeba trafu, po raz pierwszy od ośmiu lat odświeżałam sobie w sierpniu. Opowiadania - w zeszłym roku. Mam więc dobry punkt wyjścia do porównań.
Sezon to tak naprawdę również kilka opowiadań, połączonych na słowo honoru dość pretekstowym - i takoż rozwiązanym - questem w sprawie kradzieży Geraltowych mieczy. Tekst startuje bardzo opornie, pierwszych kilka rozdziałów jest wręcz szokująco kiepskich, a dopiero w drugiej połowie utworu Sapkowski łapie tempo i wpada w rytm. Lekko zaszokowała mnie ilość żartów fizjologicznych - zaprawdę, powiada Dobra Księga (a jeśli nie powiada, to powinna): co za dużo, to niezdrowo, a pewnikiem nieśmiesznie. Wystarczyłaby historyjka o proroku Lebiodzie, będąca, skądinąd, elementem zdecydowanie najbardziej udanego z powieściowych wątków, tego o aguarze.
Styl snucia opowieści jest zdecydowanie gorszy (widać to choćby w sztucznym i nienaturalnym na ogół sposobie wysławiania się Jaskra), a tekst językowo mniej dopracowany niż we wcześniejszych utworach z tego uniwersum. Przydałaby mu się rzetelna redakcja, której chyba nie przechodził w ogóle, bo jedynym redaktorem, jakiego można w wydawnictwie znaleźć, jest redaktor naczelny (superNOWEJ) Mirosław Kowalski. Korektora takoż ze świecą szukać. A powtórzenia (przy czym nie mam w tym miejscu na myśli tych użytych jako zabiegów stylistycznych) są liczne i rażące. Podobnie jak rozwlekłe wyliczenia, które wyglądają na intencjonalne wydłużanie tekstu. Przecinki czasem są, gdzie trzeba, a kiedy indziej chyba na urlopie w nadmorskim Kerack, gdzie rozgrywa się znacząca część akcji. Piszę o tym, bo jedną z najważniejszych wartości prozy Sapkowskiego - oprócz cynicznego humoru i błyskotliwych one-linerów - jest dla mnie język i styl.
Sporymi fragmentami jest jak dawnej. Nie brak też tzw. "perełek". Do swoich ulubionych zaliczam:
Źle ci to idzie, Tzara. Nie umiesz. Żeby kogoś dobrze znieważyć, nie wystarczy przemożne pragnienie, entuzjazm ani zapał. Konieczny jest warsztat.
Tytuł najciekawszej nowej postaci przypada zaś bezapelacyjnie krasnoludowi Addario Bachowi. Krasnoludy to coś, co Sapkowskiemu zawsze wychodzi.
Ale właśnie w tym sęk - fragmentami jest tak, jak dawniej było zawsze. Choć Geralt to Geralt i w zasadzie pozostaje sobą, a Sapkowski to Sapkowski, Sezon burz stanowi zdecydowanie najsłabszą odsłonę uniwersum wiedźmińskiego. Rzecz, wcześniej znakomita, po restarcie jest najwyżej dobra (obiektywnie powinnam napisać: nieco ponadprzeciętna, bo wewnętrznie powieść jest naprawdę bardzo nierówna, ale sentyment robi swoje). To oczywiście niemało, a bonus w postaci epilogu i licznych pomniejszych nawiązań przysporzył mi radości, którą zapewne podzielą inni fanatyczni fani cyklu. Zdecydowanie nie żałuję sięgnięcia po Sezon burz, ale nie przewiduję szybkiej powtórki. A Sagę i opowiadania, w ciągu pierwszych dwóch lat po odkryciu, czytałam pięciokrotnie. Co, jak sądzę, stanowi najwymowniejsze porównanie nowego ze starym.
sobota, 09 listopada 2013, krwawasiekiera

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/11/10 22:05:44
Mnie też razi język "sezonu burz". Opowiadania i saga były pisane polszczyzną godną Sienkiewicza a tu ciągle coś zgrzyta. Zastanawiam się nawet, czy książka nie została napisana przez kogoś, kto naśladuje Sapkowskiego.

Uderzyła mnie też mizoginia opisu sędzi z Kerak - nie pamiętam u Sapkowskiego żadnej pozytywnie przedstawionej postaci która wygłaszałaby podobne zdania a tu robi to sam Geralt. Wydaje mi się, że Sapkowski nigdy by tak nie napisał.

Co o tym sądzisz?
-
2013/11/11 10:49:53
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że autorem Sezonu burz jest Andrzej Sapkowski. Roi się od charakterystycznych dla niego sformułowań, rozwiązań narracyjnych i ogólnie styl nie pozostawia wątpliwości. Geralt faktycznie - podobnie jak Jaskier, co sygnalizowałam w tekście - wysławia się nieco inaczej, zwłaszcza to jego nagłe popisywanie się prawniczą łaciną mnie dziwi. Tekstowi brak językowej i stylistycznej staranności, która cechowała zarówno opowiadania, jak i sagę, ale sama osoba autora jest dla mnie oczywista. W scenie w sądzie Kerack trzeba pamiętać, że ówczesny stan ducha Geralta mógł go popchnąć do nieco przekoloryzowanych opinii.
statystyka