Blog > Komentarze do wpisu
Bron/Broen/Most nad Sundem
Wiem, że trochę dziwnie i zapewne średnio przekonująco to wygląda, jak dwa wpisy pod rząd ogłaszam serialowe olśnienie i must see. Co poradzę, że tak się akurat fortunnie złożyło? W związku z zeszłotygodniową premierą The Bridge US przypomniałam sobie, że postanowiłam solennie nie powielać błędu popełnionego przy okazji The Killing i tym razem na początek zapoznać się ze szwedzko-duńskim pierwowzorem intensywnie reklamowanego remake'u. Co też uczyniłam i naprawdę wiele siły woli kosztowało mnie dawkowanie sobie Broen po dwa (z dziesięciu składających się na 1 sezon) godzinne epizody dziennie. Raz się złamałam i obejrzałam trzy za jednym zamachem, a przed zaliczeniem wówczas z rozpędu finału zdołałam się oprzeć jedynie cudem. Kto mnie zna, ten wie, że zwłaszcza dobre i krótkie serie racjonuję sobie po jednym odcinku, żeby delektować się jak najdłużej. Już okoliczność, że w przypadku Bron było to niemożliwe, świadczy o poziomie produkcji.
Opis śledztwa w sprawie seryjnych, zaangażowanych społecznie, wręcz problemowych mordów "Terrorysty Prawdy", prowadzonego, ze względu na znalezienie pierwszej ofiary na granicy szwedzko-duńskiej, wspólnie przez parę detektywów z tych dwóch krajów (Duńczyka Martina i Szwedkę Sagę), jest naprawdę fascynujący. Po pierwsze, intryga rozwija się niebanalnie, napięcie jest umiejętnie stopniowane, a zainteresowanie widza podtrzymywane. Ilość autentycznie zaskakujących zwrotów akcji jest tutaj naprawdę imponująca. Do tego gęsty, ponury klimat, sporo problemów społecznych, z uwagi na wspomnianą wyżej ideologiczną podbudowę morderstw (m.in. sprawy chorych psychicznie, bezdomnych, imigrantów czy niewolniczej pracy dzieci) i niebanalne wątki prywatne głównych bohaterów. Szczególne brawa za postać Sagi, najwyraźniej cierpiącej na Zespół Aspergera (choć wynika to raczej z jej zachowań, braku umiejętności odnalezienia się w społecznych konwenansach, owijania w bawełnę, przemilczania, taktu. Inni bohaterowie wspominają tylko, że jest "dziwna"). Wpływa to dodatnio na jej efektywność zawodową, ale skutkuje wyalienowaniem. Dopiero Martin, przybysz z zewnątrz, zaczyna jej tłumaczyć pewne prawidłowości kontaktów międzyludzkich. Zarazem bezwzględna szczerość Sagi pomaga Duńczykowi zrozumieć część błędów popełnianych w relacjach z własną rodziną. Nawet z pozornie konwencjonalnego finału twórcy umieli tu wybrnąć w zaskakująco nieoczywisty sposób. Gorąco polecam, a sama zaczynam wyglądać zapowiedzianej na przyszły rok kolejnej odsłony.
środa, 17 lipca 2013, krwawasiekiera
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/07/17 14:37:36
No nie mam wyboru, muszę obejrzeć "Most..", teraz nagrywam wersję amerykańską i potem zdecyduję, którą najpierw obejrzę:)
-
2013/07/17 18:34:05
Było:) Dawno, bo po pierwszej zapowiedzi.
Jane_Doe: po The Killing (i nie tylko) jestem zdania, że zawsze lepiej zacząć od oryginału.
statystyka